Dlaczego jestem "Glad My Fiancé" Called Me Out For Being a Bridezilla

Tracenie widoku tego, co naprawdę ważne przed wielkim dniem, jest o wiele łatwiejsze niż myślisz.

Gdzieś pomiędzy znudzoną panną młodą, która wierzy, że jej ślub jest "tylko kolejnym dniem", a dramatyczną osobą, która postrzega ją jako ważny dzień jej życia, jest radosna narzeczona, która z niecierpliwością wyczekuje jej ślubu z zdrowym podnieceniem dla nowego wspólnego życia.

Ta radosna oblubienica jest tym, czym wyobrażałem sobie, że będę. Znałem wszystkie oznaki Bridezilli i przysięgałem, że nigdy nią nie zostanę. Bridezilla to kobieta, która rzuca napady złości na temat miejsc weselnych i ustawień stołu; wyjaśnia wszystkim, że jest to " jej dnia" i że żaden pan młody, matka, teściowa, ani druhna nie staną na drodze tej chwały.

Mając na uwadze ten archetyp Bridezilli, myślałem, że jestem panną młodą, która ma moje priorytety prosto. "Z małym budżetem, trudno jest uzyskać zbyt zawiły w nieistotnych szczegółach," uniżałbym się do moich przyjaciół.

Ale wkrótce dowiedziałem się, że nie musisz wydawać ani grosza, żeby stracić z oczu to, co najważniejsze w dniu twojego ślubu.

Wszystko zaczęło się od rejestru. To, co zaczęło się jako lista życzeń, by zainspirować naszych wspaniałomyślnych przyjaciół i rodzinę, zamieniło się w listę zasadniczych elementów życia małżeńskiego, na które chciwie się lękałbym. Czy potrzebowałem tego zestawu wspaniałych szklanych kubków, które są tylko praniem ręcznym i najprawdopodobniej złamią się w ciągu pierwszych dwóch lat małżeństwa? Czy potrzebowałem tych 802-gramowych tureckich ręczników od Restoration Hardware lub miedzianego wałka do ciasta, których używałbym do robienia świątecznych ciasteczek raz w roku?

W tej chwili odpowiedź była tak, absolutnie.

I potrzebowało tych rzeczy. W jakiś sposób Rejestr stał się przedstawicielem mojego sielskiego życia małżeńskiego. Ale im bardziej te domowe rzeczy zajmowały centralne miejsce w moich przyszłych planach, tym bardziej mężczyzna, którego kocham, został zepchnięty na brzeg.

To nie tyle chciwość odeszła od kursu, ale raczej przywiązanie do życia, które perfekcyjnie zorkiestrowałem. W ferworze planowania ślubów zostałem pochłonięty ustawieniami miejsc, a nie obietnicą, którą przygotowałem. Zamiast śnić o tym, w jaki sposób pokazałbym mu wierną miłość, martwiłem się, że nie dostanę tego dania, na które się zarejestrowaliśmy, z niepokojem, że piękne tło naszego wspólnego życia może nie wyglądać dokładnie tak, jak zaplanowałem.

Ale nie chodziło tylko o rzeczy domowe, na których mnie powiesiłam. Myślałem też przed miesiącem miodowym. Miałem wizję tego, jak powinien wyglądać idealny miesiąc miodowy: tropikalny, egzotyczny, z morską bryzą. Meksyk jest miejscem, w którym planowaliśmy podróż na tydzień po naszym ślubie i marzyłem o tym, jak przyjemnie byłoby odbyć pierwszą podróż jako mężczyzna i żona - jakie zajęcia byśmy zrobili, jakie napoje moglibyśmy zamówić, jakie kostiumy kąpielowe nosić.Byłaby to błogość.

Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo przywiązałem się do idei tego miesiąca miodowego do pewnego fatalnego sobotniego poranka na miesiąc przed naszym ślubem. Obudziłem się na rozmowę telefoniczną od mojej starszej siostry, pytając mnie, czy śledziłem całą tę "wirus Zika". - Może zechcesz ponownie rozważyć Meksyk na swój telekonferencję - powiedziała ostrożnie moja siostra. Zika - nowy wirus, który podejrzewa się o tragiczne wady wrodzone i śmierć u noworodków, których matki nabawiły się Zika podczas ciąży - pojawił się w pięknym tropikalnym Meksyku. Nie mogąc się doczekać założenia rodziny, Joe i ja postanowiliśmy nie podejmować ryzyka. Oboje byliśmy słusznie rozczarowani, ale jedno z nas radziło sobie lepiej niż drugie.

Płakałem z rozczarowania i tylko kilka osłów obciążyłoby mnie za to. Ale wtedy płakałam, płakałam i dąsałam się i nachmurzony w innych możliwych miejscach, w których miesiąc miodowy Joe usilnie próbował prezentować. Rzeczywiście, Bridezilla, którą zawsze przysięgałam, nigdy nie zostałaby wychowana na jej brzydkiej głowie. Moje marzenie o marzeń zostało skradzione ode mnie i przez jakiegoś głupiego wirusa! Pod koniec dnia dotarłem do lepszego miejsca; Joe i ja zrobiliśmy małą degustację wina na wesele i zapewniłem, że Joe znajdzie równie wspaniałe miejsce przeznaczenia.

Ale kiedy pocałowaliśmy się na pożegnanie, Joe z miłością nazywał moje gówno z Bridezilla. "Moni, czuję, że robiłeś wszystkie te miodowe miesiące o tobie."

Wiedziałem, że miał rację. Ale nie chodziło tylko o miesiąc miodowy; Wtedy zdałem sobie sprawę, że to także rzeczy z rejestru. Zbyt duże skupienie się na planowaniu życia małżeńskiego spowodowało, że straciłem koncentrację na tym, co i kto żyję w małżeństwie. Za miesiąc będę ślubować kochać Joe za bogatszego i biedniejszego, ze stojącym mikserem lub bez jednego, tropikalnego miesiąca miodowego, czy też nie. A

to było prawdziwą przyczyną radości i jedyną rzeczą, która ma znaczenie po tym, jak odjechaliśmy na zachód słońca. Wprawdzie wszystko to zajęło dzień lub dwa, aby się zanurzyć. Przecież nikt nie rzuca jej strasznej Bridezilli skaluje się z dnia na dzień. Ale uświadomienie sobie, jak straciłem z oczu Joe'a i nasze małżeństwo podczas całego mojego marzenia i rejestracji, pomogło mi skupić się na tym, jak szczęśliwe było małżeństwo z mężczyzną, który mógłby nazwać mnie użalaniem się nad sobą - i szaleństwem Bridezilli - i kochać mnie w tym samym czasie.

W dniu naszego ślubu szedłem korytarzem z większą radością, niż kiedykolwiek doświadczyłem. Nie dlatego, że wszystko poszło idealnie, albo dlatego, że myślałem, że od tego momentu wszystko pójdzie idealnie. Byłem pełen szczęścia, ponieważ wiedziałem, że będę dzielić życie z Joe - który mnie kocha, skalą i wszystkim.

Zostaw Swój Komentarz