Odnalezienie pokoju w jednym miejscu, gdy masz poważny przypadek wanderlust

Pod wieloma względami nasz jest pokolenie wanderlust.

Kiedy miałam 13 lat, moi rodzice postanowili zamienić domy z rodziną mieszkającą w małej wiosce niedaleko Paryża przez miesiąc. Jako zamiennicy domowi będziemy żyć jak prawdziwa francuska rodzina. Nigdy wcześniej nie byłam poza Stanami - była to manifestacja wspaniałych możliwości, przygoda prosto z filmu Mary-Kate i Ashley.

Mieszkaliśmy w dużym domu otoczonym ogrodami; zielone lasy zdominowały okoliczną wieś, kusząco romantyczne forusy z Los Angeles. Zbliżaliśmy się do Paryża, traciliśmy godziny w zamkach w Dolinie Loary, a także spędziliśmy wspaniały dzień słoneczny w Mont Saint-Michel. Na moje urodziny matka zabrała mnie na lunch do Ladurée na Champs-Élysées; wtedy staromiejska paryska herbaciarnia, a nie łańcuch, który jest dzisiaj. Wciąż pamiętam umiarkowaną elegancję tych francuskich kobiet, tak nienagannie ubranych, pijących samotnie kawę i torby na zakupy dyskretnie ukryte pod stołami.

Ale najbardziej zapadająca w pamięć była stado francuskich nastolatków w naszej wiosce, które nie mają nic do roboty, ale chichoczą i kręcą się na ulicy przed naszym domem w nadziei, że pojawi się mój starszy brat. Ich przywódczynią była 14-letnia Fostine, która miała kryształowo niebieskie oczy i nosiła podkoszulki ze spodniami z spaghetti, które odsłoniły część jej brzucha i górny pasek jej bieliźniarki Calvina Kleina, siedząc tuż nad talią spódnicy. To było bardzo francuskie i byłem onieśmielony. A jednak fascynowały ją Stany Zjednoczone - ona i jej przyjaciele, pytając w ograniczonym języku angielskim o życiu w Kalifornii. Czy wszyscy amerykańscy chłopcy byli tak przystojni jak mój brat? To mnie zdezorientowało. Było jasne, że byli znudzeni w tej uroczej francuskiej wiosce i nie mogłem zrozumieć dlaczego. Mieszkali w raju - czy nie wiedzieli, że są najszczęśliwszymi dziewczynami na świecie?

Moi rodzice są dumni z tej podróży, ponieważ udało im się wziąć siedmioosobową rodzinę do Francji z niewielkim budżetem. Narazili nas na piękno sztuki, historię i inny styl życia. Ale słodycz była kwaśna. Wróciłem do Los Angeles, aby moje własne miasto było brudne i nieatrakcyjne. Tęskniłem za ładnymi brukiem i zielonymi drzewami. Odliczałem dni, aż znów mogłem uciec.

Od tego momentu ta sensacja nigdy mnie nie opuściła. W czasie moich podróży nabrałem ochoty na wędrówkę.

The Wandering Life

Okazuje się, że nie jestem jedyny. Pod pewnymi względami nasze pokolenie jest wanderlust, tak jak wielu z nas cravetravelxxcitement, nowości i ucieczki. Dorastaliśmy na diecie filmów, która nauczyła nas, że podróż to najlepsza droga do zmiany naszego życia. Pod słońcem Toskanii, Jedz Módlcie się Miłość, Święto, lub, mój ulubiony, The Lizzie McGuire Film, próbowali uczyć, że podróż uwalnia nas, co robi. Zmiana lokalizacji może być katalizatorem umożliwiającym zmianę stylu życia. To nowy początek, przycisk resetowania.

Oprócz czystej zabawy, zmiana lokalizacji sprawia, że ​​czuję się lepszą wersją siebie. It ''s Jest mi pomocna, ponieważ moje dwie największe słabości to duma i niecierpliwość. Roaming zmusza mnie do pokory, ponieważ mam do czynienia z opóźnieniami pociągów, utratą bagażu i niezliczonymi niedogodnościami. Staję się nowicjuszem w lokalnych językach i etykiecie, mając nadzieję, że tubylcy zaakceptują mnie takim, jaki jestem. Ale to wszystko jest częścią przygody i emocji związanych z tymi wyzwaniami. Bardziej lubię tę wędrowną wersję siebie niż zwykłą, kiedy jestem bardziej pozytywna, bardziej otwarta. I mogę być jej dość często dzięki dzisiejszemu łatwemu dostępowi do podróży. Moi rówieśnicy i ja zamieniamy wybrzeża w poszukiwaniu pracy. Odbieramy się z miasta do miasta na wesela. Wykonujemy wolontariat na innych kontynentach.

Minusem jest to, że w trakcie całego tego ruchu przebywanie w jednym miejscu może sprawiać wrażenie utknięcia, a nie zakorzenienia. Każde miejsce ma swoje radości i frustracje, a smutnym faktem jest, że wielu z nas koncentruje się na tym drugim. Piosenki country i programy telewizyjne są bohaterami chcącymi otrząsnąć się z miejscowego pyłu, aby wyjść i zobaczyć świat, tak jak Fostine i jej przyjaciele pragnęli uciec z ich maleńkiej wioski. Koncentracja na podróży i ciągłej przygodzie nie jest realistyczna. Większość z nas nie może sobie pozwolić na więcej niż kilka tygodni wakacji, a po wakacjach i weekendach weselnych, przesadziliśmy z tymi cennymi godzinami. Wielu młodych włóczęgów marzy o tym, by pewnego dnia założyć rodzinę, ale nawyk wędrówki staje się trudny, gdy dzieci są na wyciągnięcie ręki. Pomimo mojego głębokiego pragnienia domu i dzieci, obawiam się, że nie znoszę pozostania w jednym miejscu przez długi czas.

Jak więc nauczyć się być w pokoju z tym, gdzie jesteśmy? Czy w codziennym życiu mogę się nauczyć być lepszym? Podróżowanie jest z pewnością przygodą, ale takie też jest życie. Chcę się nauczyć, jak być szczęśliwym w zwykłym życiu, ponieważ właśnie to większość z nas ma, przez większość czasu. Nawet najbardziej koczowniczy musi wracać do domu czasami , a kiedy to robimy, musimy stawić czoła naszym prawdziwym "ja", jakkolwiek niecierpliwym, dumnym i żałującym, że to jest.

Miejsca są jak ludzie

Po latach wędrowania odkryłem, że miasta są tak samo zmienne jak ludzie, którzy w nich mieszkają. Nie możemy przewidzieć okropności i radości, jakie przyniesie nowa ziemia. Teraz wierzę, że relacje z miejscami są bardzo podobne do relacji z ludźmi, a czasami istnieje obawa zaangażowania. To, co nas zaczarowało, może nas nosić w ciągu roku. Nasz pogląd na miejsce z wakacji różni się od naszego widoku, kiedy codziennie się tam znajduje. Oczywiście podróżowanie nie rozwiąże naszych problemów. Musimy nauczyć się angażować w obecne miejsce. Jesteśmy przyzwyczajeni do widoków, które widzimy każdego dnia, które mogą nas przekonać do ich piękna.

Znałem kiedyś człowieka, który przeprowadził się z Bostonu do L.A., którego widok na moje miasto całkowicie się zmienił. Powiedział mi, że, ze wszystkich rzeczy, lubił ruch L. A. - wszystkie te samochody zmieniające pas ruchu były jak adance - powiedział. To była wspaniała myśl, że prawie zakochałem się w nim na miejscu i inaczej zobaczyłem moje miasto w czasie, który spędziliśmy razem. Potem przez wiele miesięcy po tym złamanym sercu, wszystko, co widziałem w L. A., to były przygody, które miałem, przygody, których już nie miałem, z osobą, którą kochałem. Moja miłość do tego miejsca była mieszana z moją miłością do ludzi w niej, przez moje doświadczenia tam. Cykl idzie, nostalgia przemienia mnie z powrotem w miejsca mojej przeszłości i oczekiwania, ku miejscom mojej przyszłości.

W ciągu ostatnich czterech lat mieszkałem w sześciu miastach i odwiedziłem niezliczoną ilość innych osób. Odkryłem, że to banał: niezależnie od tego, dokąd zmierzam, nie mogę się prześcignąć. Jeśli o tym myślę, większość niezadowolenia, które mam w danym miejscu, ma związek z przynależnością. Ale nigdy nie będę czuł się jakbym należał, jeśli nie należę do siebie, jeśli nie mogę zaakceptować siebie takim, jakim naprawdę jestem.

Nie mogę udawać, że wiem dokładnie jak to zrobić. To trwająca tajemnica, ale myślę, że się uczę. Część tego oznacza spędzanie czasu z przyjaciółmi obecnymi w danym momencie. Część tego cieszy się tym, co moje miasto oferuje w postaci muzeów, jedzenia i festiwali. Część tego cieszy się pięknem przede mną. Ale przede wszystkim ma to związek z pożądaniem, a moje pragnienie się zmieniło. Chcę zakwitnąć, gdzie jestem zasadzony. Chcę nauczyć się kochać niebo, na którym jestem.

Zostaw Swój Komentarz